Ekipa dostaje kartę zlecenia z dokładnymi wymiarami każdego okna, nie karteczkę z pomiaru sprzed dwóch tygodni. Klient dostaje maila z terminem i wycenę do akceptacji przez link, bez telefonowania po odbiór. Ty widzisz w biurze, na którym etapie jest każde mieszkanie u dewelopera.
Ekipa mierzy z natury każdy otwór osobno i zapisuje wymiary na kartce albo w notatniku telefonu. Wieczorem ktoś w biurze przepisuje to do wyceny — i tam wkrada się błąd o centymetr, który wychodzi dopiero na montażu.
Klient twierdzi, że parapety zewnętrzne były w cenie, monter mówi, że w ogóle ich nie mierzył. Bez zapisanego formularza pomiaru sprzed miesiąca zostaje słowo przeciwko słowu.
Dwadzieścia mieszkań, każde na innym etapie — demontaż, osadzenie, obróbka. Bez telefonu do brygadzisty nie wiesz, które lokale są gotowe do odbioru.
Wiosną i jesienią zlecenia się piętrzą, a harmonogram trzyma w głowie tylko brygadzista. Gdy idzie na urlop, nikt w biurze nie wie, co jest zaplanowane na przyszły tydzień.
Zlecenie przechodzi przez te same etapy, które i tak już realizujecie na budowie — tyle że każdy jest zapisany i widoczny w biurze.
Monter odhacza etap i dodaje zdjęcia „przed" — ślad, że stare okna faktycznie zniknęły z budowy.
Pole na uwagi, gdy ościeże wymaga korekty — biuro widzi to od razu, nie dopiero po fakcie.
Monter odhacza ten etap po fizycznym zamontowaniu — kolejność etapów jest dowolna, ale protokołu nie podpiszecie, dopóki wszystkie nie będą zamknięte.
To tu najczęściej pojawia się spór z klientem — zdjęcia „po" z tego zlecenia kończą dyskusję, nawet gdy klient dzwoni tydzień później.
Ostatnia kontrola okuć przed odbiorem, zanim klient podpisze protokół.
Zamyka zlecenie — dopiero po nim protokół trafia do podpisu.
Etapy edytujesz w panelu — to tylko domyślne.
Pomiar to osobny termin w tym samym zleceniu, często innej ekipy niż ta, która potem montuje. Monter wypełnia formularz w telefonie przy każdym otworze osobno, więc dwanaście okien to dwanaście wypełnionych pozycji, nie jedna kartka z gryzmołami.
Wycena, którą wysyłacie klientowi, wychodzi z tych samych liczb, które ekipa zapisała na miejscu — nikt nie przepisuje ich z pamięci.
Warunki na budowie — sprawdzane przy pomiarze
Każde okno z formularza trafia jako osobna pozycja do wyceny — bez ręcznego przepisywania wymiarów do arkusza.
Klient otwiera wycenę pod telefonem i akceptuje jednym kliknięciem, bez zakładania konta. Akceptacja jest wiążąca — nie ma potem dyskusji, którą wersję widział.
Pomiar i montaż to dwa różne terminy tego samego zlecenia, często z inną ekipą — biuro widzi oba w jednym kalendarzu, nie w dwóch osobnych systemach.
Monter zgłasza brak materiału, uszkodzenie albo nieobecność klienta wprost z telefonu — biuro reaguje tego samego dnia, nie po powrocie ekipy.
Klient podpisuje palcem na ekranie po ostatnim etapie i od razu dostaje maila, że protokół jest gotowy. Sam PDF pobieracie z panelu i przekazujecie klientowi Wy.
Na nowym osiedlu bez zasięgu ekipa i tak odhacza etapy i robi zdjęcia demontażu, obróbki i parapetów — dane czekają w telefonie i wysyłają się same, gdy sieć wróci.
Cennik jest jawny na stronie głównej — płacisz za plan, nie za liczbę zleceń. Pierwsze 14 dni testujecie bez podawania karty.
Aplikacja montera to kilka ekranów w telefonie: lista terminów, karta zlecenia, formularz pomiaru, zdjęcia, podpis. Nie ma tu nic do konfigurowania — to robi biuro.
Formularz okien i drzwi jest gotowy od startu, ale typy usług w Montevo są w pełni edytowalne w panelu — dodajecie i zmieniacie pola sami, bez programisty.
Wycena jest wersjonowana — starsza wersja zostaje oznaczona jako nieaktualna, nową wysyłacie ponownie do akceptacji. Ta, którą klient już zaakceptował, nie zmienia się wstecznie.
Tak — każdy etap montażu (demontaż, osadzenie, kotwienie, obróbka, regulacja, sprzątanie) odhacza monter z telefonu, więc biuro widzi postęp bez telefonu do brygadzisty.
Załóż konto, wpisz pierwsze okna do wyceny i zobacz, jak wygląda karta zlecenia od strony montera.